Przejdź do głównej zawartości

Migracja!

Koniec semestru oznacza przerwę dla studentów i czas zwiększonej pracy dla mnie. W założeniach na najbliższe tygodnie jest przeniesienie naszej małej serwerowni do serwerowni wydziałowej. Wydaje się proste, prawda? Odłączyć sprzęt, wykręcić z szaf, zapakować na wózki, przewieźć windą towarową kilka pięter, wkręcić, podłączyć. Proste?

No to tylko tak to wygląda. Prawda jest niestety brutalna - tak prosto nie będzie. Zacząć najpierw trzeba od tego, że poza decyzją naszej dyrekcji o przeniesieniu sprzętu potrzebna była zgoda władz wydziału. Bez tego nawet najlepszy plan nie miał szans na powodzenie.

Zebranie danych - inwentaryzacja sprzętu to coś strasznego. Najpierw trzeba sprawdzić co jest w dokumentacji, potem trzeba sprawdzić co stoi w rzeczywistości w serwerowni. Do tego weryfikacja jakie sprzęty zostały zakupione z jakich środków (a w zależności od tego będą one rozmieszczone w różnych częściach serwerowni wydziałowej).

Jak już ten etap zostanie zakończony to konieczne będzie spisanie wszystkich świadczonych usług, hostowanych maszyn, zainstalowanego oprogramowania... Dla kolegów z wydziałowego działu IT będziemy musieli utworzyć konta administracyjne, żeby mogli w razie konieczności dostać się do naszych maszyn i urządzeń bez wzywania nas (np. w czasie weekendu czy przerw świątecznych).

To nadal nie jest wszystko. Jeszcze jedna trudna rzecz: mapa sieci. Wszystkie połączenia pomiędzy sieciami, przejścia na urządzeniach, na firewallu, pomiędzy serwerami...
To są dni jeśli nie tygodnie pracy. Samo przeniesienie sprzętu będzie trwać maksymalnie dwa, może trzy dni, ale by do tego doszło to przede mną jeszcze dużo, dużo pracy, a opór materii ludzkiej jest naprawdę wielki...

Komentarze

  1. Fajny blog, będę zaglądał, niedaleko pracuje w szpitalu na helpdesk mam nadzieję że kiedyś wejdę na wyższy Level.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Praca na uczelni ma wiele zalet.

Jest coś szczególnego w pracy adminów na uczelniach. W przeciwieństwie do firm gdzie pracowałem – zarówno korporacji jak i małych czy średnich przedsiębiorstw tutaj nie ma pośpiechu. No, zazwyczaj go nie ma. W większości przypadków moja praca wygląda w ten sposób, że robię listę zadań do wykonania, następnie staram się wymyślić jak coś zrobić i jeśli spełnia kryteria to robię to. Plan pracy na tydzień jest dla mnie ważnym elementem. Harmonogram pozwala mi przewidzieć ile czasu potrzebuję na każde zagadnienie. Najwięcej dzieje się w poniedziałki. Sprawdzam po weekendzie czy wszystko działa jak należy, czy nic się przez te dwa dni nie wyłożyło, czy nie trzeba czegoś pilnie poprawić. Z każdym kolejnym dniem zadań jest coraz mniej. Piątki staram się przeznaczać na rozwój – czytam artykuły, książki, a niedługo pewnie wrócę do szkoleń online. Stereotyp mówi, że admin to człowiek oglądający przez cały dzień śmieszne koty w Internecie. Jak w każdej legendzie i tutaj jest ziarno prawdy. Na ucz...

Wirtualizacja - czym jest i po co nam w ogóle?

Dawno, dawno temu... Dawno temu zasady były proste - jeden komputer to jeden system operacyjny. Co prawda już w latach 60-tych XX w. pojawiały się próby wirtualizacji czyli maksymalnego wykorzystania przez oprogramowanie systemowe jednak o pełnej wirtualizacji możemy mówić  dopiero od połowy poprzedniej dekady XXI w. Wcześniej by budować maszyny wirtualne potrzebne były olbrzymie komputery, a same maszyny zazwyczaj były kopiami bazowego systemu operacyjnego, co zwiększało wykorzystanie procesora. Wraz z osiągnięciem odpowiedniej mocy obliczeniowej przez komputery osobiste oraz serwery należące do firm czy instytucji publicznych prace nad wirtualizacją przyspieszyły. Dzięki staraniom producentów oprogramowania możemy dziś dzielić nie tylko zasoby procesora (CPU) lecz także pamięci swobodnego dostępu (RAM) czy zasobów dyskowych (HDD/SSHD/SSD). Większość oprogramowania, które dostępne jest dla profesjonalistów możemy zainstalować w domu, na naszych komputerach stacjonarnych czy l...

Czasem nie warto ufać dokumentacji...

Zadania w pracy są różne. Mnie przyszło dziś uruchomić na jednym z serwerów aplikację Redmine. Jest to program webowy, w wersji do samodzielnego utrzymania. Służy do sprawnego zarządzania projektami. Mamy tutaj do dyspozycji takie elementy jak wykres Grantta, kalendarze czy wiki. Zanim przystąpiłem do pracy zajrzałem do dokumentacji. Najpierw trzeba przeczytać, sprawdzić co i jak należy wykonać. Oficjalna dokumentacja wydawała się być czytelna, prosta. Po dwukrotnym przeczytaniu przystąpiłem do instalacji. Krok po kroku postępując zgodnie z informacjami w dokumencie. Już po chwili napotkałem pierwsze problemy. Najpierw brak odpowiednich środowisk, następnie komponentów, potem konkretnych wersji komponentów. Zaczęło się poszukiwanie w sieci. Patrzenie na fora, sprawdzanie jak inni rozwiązali problemy, które teraz napotkałem ja. Brnąłem przez kolejne strony w Internecie, kolejne zmiany, instalowane elementy. Cały dzień w ogniu walki. Zrezygnowany, po prawie ośmiu godzinach pracy szuka...